Jest nas już 7 miliardów – tak chciałam zacząć, jednak mając na myśli
ikonopisów chyba troszkę bym przesadziła. Niemniej ponieważ coraz więcej osób
modli się pisząc ikony pomyślałam, że warto czasem robić to razem.
Nie trzeba było długo nikogo namawiać i pocztą pantoflową udało się
zorganizować wspólny wyjazd osób, które w większości pierwsze ruchy pędzelkiem
wykonywały pod okiem o.Jacka Wróbla SJ, w moim odczuciu najlepszego z możliwych
nauczycieli wprowadzającego na Drogę Ikony.
I tak 15 osób z różnych środowisk, o różnych temperamentach, które łączy
pisanie ikon, spotkało się w domu Marii Skupień – gaździny z Małego Cichego, by
przez tydzień przebywać w towarzystwie Archaniołów.
Nie byłyśmy zupełnie same, bo z Edynburga przyleciała do nas Basia Mindewicz, współpracująca z Drogą Ikony Warsztatami Ikonograficznymi,
absolwentka Policealnego Studium Ikonograficznego w Bielsku Podlaskim. To ona
podpowiadała nam jak należy pracować nad całością kompozycji, tak aby osiągnąć
równowagę, jak modelować skrzydła, włosy i szaty.
Nie ma co opowiadać o tym sześciodniowym plenerze, bo przecież żyjemy w
czasach, w których liczy się głównie obraz:
Oczywiście czasem przerywałyśmy pracę, by nakarmić nasze ciała, a o to dbała nasza gaździnka, której jak tylko mogła pomagała córka Danusia.
Praca trwała jednak nieprzerwanie,
potrzebne okazywało się więc dodatkowe wspomaganie:
Nie wszystkie ikony udało się skończyć, mam nadzieję, że dotrą do mnie zdjęcia każdej i będę mogła je pokazać, ale już teraz jest co oglądać:
W sobotę rano, całkiem przypadkiem :) spotkałyśmy młodziutkiego księdza Sebastiana, który również pisze ikony i z marszu - bez śniadania, dał się zaprosić do naszego domu.
Wyścig Tour de Pologne, który odciął naszą wieś od świata, uniemożliwiając komunikację z dworcem w Zakopanem, wprowadził małe zamieszanie i rozjeżdżałyśmy się dość chaotycznie i bez zdjęć :) Jednak rekonesans dowiódł, że warto organizować takie zjazdy w
mniejszych, czy większych grupach i wymieniać się doświadczeniami, pomagać
sobie wzajemnie, mobilizować się do pracy. Wierzę, że Małe Ciche będzie dobrym
początkiem takich plenerów i będę miała o czym pisać i co pokazywać na tym
blogu.




































